Dzieci walczą z rodzicami – słów kilka o konflikcie pokoleń

Spory, kłótnie, przekomarzania są znane i powszechne w każdej rodzinie. Nie ma takiego domu, w którym przynajmniej kilka razy w roku nie wybuchają (małe albo większe) awantury i to z najróżniejszych powodów. Bałagan w pokoju, zbyt późny powrót do domu, naganne zachowanie i słownictwo – takie przyczyny najczęściej leżą u podstaw konfliktów pomiędzy rodzicami a dorastającymi dziećmi. Gdy pociecha wchodzi w okres dojrzewania, nawet najspokojniejszy dom potrafi zamienić się w istne piekło. Dlaczego jednak konflikt pokoleń, bo tak nazywa się powszechnie to zjawisko, występuje w społeczeństwie? Dlaczego dzieci uciekają się do potyczek ze swoimi rodzicami? Robią to specjalnie, czy po prostu można to zrzucić na koleje dziejów?

Nastolatki potrafią dać w kość. Zarówno sobie nawzajem – rodzeństwu w zbliżonym wieku, jak też rodzicom i dziadkom. Wszyscy są zgodni, co do tego, że najtrudniejszym etapem w życiu jest okres dojrzewania. Ważni stają się wówczas znajomi, koledzy, zabawy i uciechy. Rodzina spada na dalszy plan. Nawet jeśli jest się z nią bardzo mocno związanym, przychodzi taki czas, że niemiłe są już powroty do domu. Kombinuje się jak tylko można, żeby przedłużyć swój pobyt na mieście, w kinie, czy u znajomych. Bo w domu zazwyczaj czekają rodzice, a wraz z nimi także i pytania. A są one najróżniejsze – począwszy od tego, co jadło się na drugie śniadanie, skończywszy na tym, co robiło się po lekcjach i z kim się spotykało. A odpowiedzi na nie nieczęsto są wygodne dla latorośli, która akurat ma wiele do ukrycia. Przecież wtedy to w życiu pojawiają się pierwsze miłości i rozczarowania, którymi nie zawsze ma się ochotę dzielić z innymi. Najlepiej je schować głęboko, ukryć przed wszystkimi i nie opowiadać o własnych odczuciach. Rodzice natomiast, często też dziadkowie, bywają bardzo dociekliwi. Wtedy w głowie rodzi się bunt i sprzeciw, co do wtargania w prywatność. Pół biedy, gdy starsi mogą dopytywać się tylko o życie spędzone poza domem, ale najgorsze jest to, że zaczynają wtrącać się w sprawy, które w mniemaniu młodej osoby, w ogóle ich nie dotyczą. Chcą o wszystkim decydować, albo krytykują sposób ubioru, nową fryzurę, czy awangardowe zachowania swojego dziecka. Dom potrafi pękać w szwach od głośnych krzyków, a osoba, która weszłaby do takiego pomieszczenia, gdy dziecko wyraża głośno swoje niezadowolenie, mógłby znaleźć się w środku prawdziwego piekła.

Z reguły jest tak, że obiektem wyładowania nastoletniej złości są rodzice. Czasami zdarza się, że również dziadkom nie jest taka sytuacja obca. Przecież oba te pokolenia – zarówno rodzice, jak i dziadkowie – dorastali, i większość swojego życia spędzili, jednak w nieco innych czasach niż obecne. Inaczej zostali nauczeni postępować i zachowywać się, bo i innego podejścia wymagały niektóre kwestie. Młodzież współczesna ma swoje racje, poglądy, przyzwyczajenia i wartości, ale niekoniecznie są one zawsze złe. Wiele nawyków nie jest godne pochwały, ale i wiele może świadczyć jednak o zdroworozsądkowym podejściu nastolatków do życia. Młodzież sama nie prosi się o kłótnie i awantury. Ale czasami nerwy puszczają im na tyle, że wchodzą w potyczki słowne ze starszymi. Nieraz jest to wręcz nie do uniknięcia.

Zmęczenie i poirytowanie ciągłymi uwagami dotyczącymi stylu bycia – tak nastolatek reaguje na sytuację, która ma miejsce w ich domu. Córka ma za krótką bluzkę, jest zbyt mocno pomalowana, a syn nie ubrał się w odpowiedni sposób do pogody, która jest za oknem, albo zamiast plecaka wypchanego książkami po brzegi ma jeden zeszyt w ręku. Nie daj Boże, żeby latorośl zaspała i spóźniła się do szkoły. Od rana można już usłyszeć narzekania starszych, dlatego powrót do domu nie jest wyczekiwany. Bo po co wracać, po to żeby znowu słuchać uwag na swój temat? Lepiej unikać tej sytuacji, niż nieustannie się kłócić. Pyskówki dzieci zrodzicami stały się już stałym elementem rozkładu dnia. Rodzice chcą jak najlepiej – to pewne i niepodważalne. Dzieci, będąc w trudnym okresie, nie widzą pozytywnych stron. Są zdania, że starsi robią im to na złość.

Nastolatki czasami próbują zaakcentować swoją indywidualność. Zaczynają mówić swoim własnym językiem, który odbiega (i to nierzadko w dużym stopniu) od obowiązujących zasad językowych. Do ich wypowiedzi wtrącane są wulgaryzmy i odzywki młodzieżowe, które z reguły nie podobają się wychowawcom, a nawet nie są rozumiane, zwłaszcza przez dziadków. Jeszcze gorzej, gdy nastolatek wpada na ekstrawagancki i awangardowy pomysł przekłucia sobie jakiejś części ciała, czy zrobienia tatuażu. To już kompletnie nie mieści się w głowie, bo przecież to już za duży stopień manifestacji. Słownictwo można jeszcze przeboleć, ale fizyczne „napiętnowanie” w ogóle nie wchodzi w grę. Rodzice i dziadkowie podnoszą alarm na samo wspomnienie o tym. Przywołują jako argumenty swoją młodość, bo kiedyś tak nie było, bo to nie uchodzi, bo postępuje się źle, a nawet to jest niemoralne. Wykrzykują nieustannie te argumenty, do tego czasu aż młoda osoba rezygnuje ze swojego pomysłu, nawet jeśli nie ingerowałby on w jego cielesność. Właściwie chodzi o to, aby nastolatka uchronić za wszelką cenę przed błędem, którego później może żałować. A przecież starsi wiedzą najlepiej jak żyć, więc to z ich zdaniem należy liczyć się przede wszystkim, a swoje własne plany, pragnienia i dążenia latorośl powinna zostawić na później, odłożyć „do szuflady”, albo po prostu zapomnieć o nich.

Konflikty pokoleń to nic nowego. Od lat znane są społeczeństwu. Najczęściej dotyczą one dzieci, które w pewien sposób manifestują swoją indywidualność, osobowość, albo po prostu się buntują. Zwykle takie zachowanie przypada na okres dojrzewania. Wtedy zaczynają się walki z rodzicami, nawet dziadkami. Potyczki słowne, przepychanki, aby tylko „moje było na wierzchu” stanowią stały element rozkładu dnia. Każda ze stron nie chce odpuścić, bo ona wie lepiej. Dzieci krzyczą na rodziców, że wtrącają się w ich prywatność, a rodzice z kolei, że mają prawo do kontroli i że wiedzą lepiej. A kto tak naprawdę ma rację? Często dopiero po fakcie, wtedy gdy bitwy kończą się, dojrzewanie przechodzi w dorosłość, obie strony stwierdzają, że wszystkie te sytuacje konfliktowe były niepotrzebne. Psuły tylko nastroje i klimat rodziny, ale tak naprawdę nie można było się ich ustrzec. Bo przecież ani dzieci ani rodzice nie walczą specjalnie. Taka jest kolej rzeczy – przychodzi czas, kiedy każda nastoletnia osoba musi zacząć manifestować swoją osobowość, dać upust emocji, a rodzice muszą wysłuchać, przeboleć i zapomnieć. W końcu kiedyś konflikt zostanie zażegnany. Rodzic jak kocha to poczeka. Dziecko natomiast powinno wziąć pod uwagę naturalnie wrodzoną troskę rodzicielską. Zawsze można znaleźć kompromis. W końcu obie strony kochają i są kochane. Na osłodę można dodać, że znane jest przecież powiedzenie: kto się czubi, ten się lubi…
Darmowe strony www dla każdego